Dzień Zakochanych #St.Valentine’s Day

  1. lutego na całym świecie robi się czerwono od serduszek, gorąco od wszechobecnych kiczowatych pluszaków, gwarno od ofert romantycznych kolacji i wieczorów “tête-à-tête”. Święto przez jednych uwielbiane, przez innych traktowane jako źródło dodatkowego przychodu wpisało się bez wątpienia w polski kalendarz.     

Jak to życie potrafi zaskakiwać. Dzień śmierci staje się dniem radości i miłości. Tak, tak, wszak zgodnie z legendą właśnie 14. lutego 269 r. na polecenie cesarza Klaudiusza II Gockiego został stracony biskup Walenty, który wbrew zakazowi zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku od 18 do 37 lat, błogosławił  potajemnie śluby młodych kandydatów do armii. Walenty został za to wtrącony do więzienia, a tam zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika, która pod wpływem miłości odzyskała wzrok. Na wieść o tym cesarz rozkazał stracić Walentego. W przeddzień egzekucji Walenty miał napisać list do swojej ukochanej, podpisując go: „Od Twojego Walentego”.

Trudno dzisiaj ocenić, ile w tych podaniach jest prawdy, ale już od czasów średniowiecza możemy mówić o kulcie Św. Walentego. Na terenach niemieckich znany był on jako patron chorych na epilepsję i inne choroby o podłożu nerwowym. Zaś w krajach anglosaskich zaczęto czcić go jako patrona zakochanych. W miejscowości Terni, gdzie znajduje się bazylika i grób Św. Walentego oraz całym regionie Umbria dzień 14. lutego jest oficjalnie dniem wolnym od pracy. Tego dnia do miasteczka przyjeżdżają młode pary, które przy grobie św. Walentego przysięgają, iż do końca roku wezmą ślub.

W Polsce wraz ze zmianami gospodarczymi, zmieniała się też mentalność i przyzwyczajenia. I choć dzisiaj tzw. Walentynki mają pewnie przede wszystkim podłoże konsumpcyjne, takie miłe święto przyjęło się na dobre w naszym społeczeństwie. Kto wie, czy nawet nie wyparło znaczeniem marcowego Dnia Kobiet? Pozostaje jednak zasadnicze pytanie, czy darząc uczuciem drugą osobę powinniśmy czekać z okazaniem jej naszej skłonności, czy wymiany upominków, aż do tego jednego w roku dnia?

 

Co by nie mówić, Walentynki mają się w Polsce bardzo dobrze, choć zadomowiły się w trochę innej formie niż np. w USA i Wielkiej Brytanii. Tam nieodłączną częścią tego święta jest wysłanie słynnej kartki walentynkowej do obiektu naszej miłości. I tutaj chciałabym przestrzec przed dosłownym kopiowaniem zwyczaju anglosaskiego. W naszej kulturze brak jest jednak dobrze pojętego luzu i dystansu. Gest wysłania nawet zabawnej, niezobowiązującej kartki walentynkowej, może być odebrany nie zawsze w taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli. A jeśli dodamy do tego np. przezornego partnera osoby obdarowanej, może dojść do nieprzyjemnej sytuacji. Zatem uczulam, jeśli chcemy wysłać kartkę do Walentynki lub Walentego, bądźmy najpierw pewni, że adresat ucieszy się z tej przesyłki. A jeśli już jest ta pewność, to pozwolę sobie zwrócić uwagę, że do dobrego tonu należy przesłanie pięknej, ale nie monstrualnych rozmiarów kartki. I w tym wypadku mniej znaczy więcej. Proszę nie dać się ponieść fantazji i wysyłać kartek wielkości dużego bloku technicznego. To napewno nie jest w dobrym guście.

O ile jednak wysyłanie kartek walentynkowych nie przyjęło się zbytnio w Polsce, to sądząc po ilości romantycznych ofert spędzenia tej nocy, wydaje się, że to jest polski model obchodów Dnia Zakochanych. Co kto robi za zamkniętymi drzwiami, oczywiście nie interesuje osób dobrze wychowanych. Ale ze zgrozą odnotowuję fakt, że w dniu 14. lutego media społecznościowe wręcz zalewane są zdjęciami zakochanych par, które chwalą się całemu światu, gdzie, z kim, czasem i za ile spędzają Walentynki. O tempora, o mores! Co się stało z pragnieniem intymności i dbałością o kruchość uczuć? Dlaczego ludzie zachowują się tak, jakby cofali się w rozwoju? Po co pokazywać zdjęcia w łóżku, skoro to nasza prywatna strefa? Dlaczego nikt nie myśli o konsekwencjach takich czynów? Czy naprawdę trzeba wszystko wystawiać na sprzedaż? Ilość retorycznych pytań chyba najlepiej oddaje moje wzburzenie w przedmiocie. I w tym miejscu pozwolę sobie na ostre stwierdzenie, że każda z osób mająca dość zdrowego rozsądku nie pozwoli sobie na ujawnianie prywatności online. Tutaj właśnie nie chodzi już o zasady etykiety, tylko zdrowy rozsądek.  

I na koniec prośba będąca też swoistym nawołaniem do zmiany zwyczajów. Jeśli świętujemy w towarzystwie bąbelków to niechaj będzie to szampan. Ten prawdziwy i jedyny w swoim rodzaju. Jeśli na Fiata 126 p nakleimy znaczek Mercedesa, to nie stanie się on natychmiast samochodem luksusowym. Dlaczego więc pijąc gazowane wyroby winiarskie mamy głębokie przekonanie, że raczymy się szampanem? Szampan to szampan i akurat Dzień Zakochanych jest świetną okazją do wypicia kieliszka szlachetnego trunku. W tym wypadku właśnie można przyjąć tę zasadę, że raz do roku robimy coś wyjątkowego. I robimy to naprawdę.

Chyba nikt już z nas nie będzie miał nic przeciwko takiemu dniu Św. Walentego: uroczyście, ale dyskretnie, z gustem, z taktem i butelką dobrego rocznika wina. Niech żyją Zakochani!  

Lady Montemarco

Advertisements

#Wesołych Świąt Wielkanocnych #Happy Easter

Wesołych Świąt Wielkanocnych!

Życzymy, aby te Święta Wielkanocne wniosły do Państwa serc wiosenną radość i świeżość, pogodę ducha, spokój, ciepło i nadzieję.

Lady Montemarco

Znalezione obrazy dla zapytania happy easter

Happy Easter!

May you feel the hope of new beginnings, love and happiness during this joyful Easter holiday.

Lady Montemarco

#Black tie dress code – co znaczy dla Pań?

Muszę przyznać, że byłam bardzo zaskoczona, kiedy otrzymałam zapytanie nt. wymogów stroju dla Pań tzw. black tie. Zastanawiający był dla mnie fakt, że określenie “strój wieczorowy” lub oficjalny “strój wizytowy” było zawsze bezbłędnie interpretowane przez Panie. Poza tym wielość wyboru i chęć bycia postrzeganą jako wyjątkowa, utrudnia włożenia całego dress codu dla Pań w sztywne ramy. Do tego świat się zmienia i jak widać nie wszystko jest tak oczywiste, jak może się wydawać. Co ciekawe w internecie zamieszczonych jest wiele quasi poradników, które z rzeczywistą poradą nie mają zbyt wiele wspólnego. Jednocześnie kolorowe magazyny prezentują najczęściej zdjęcia z uroczystości kręgu osób pracujących w show-business’ie, a ta branża jak wiadomo kieruje się zupełnie innymi zasadami. Proszę przyjąć jako podstawową wskazówkę godzinę przyjęcia. Wszystkie spotkania do 18.00 mają charakter dzienny i dlatego też pozwalają na założenie sukienki koktajlowej krótkiej (do kolan) dla “black tie dress code”. Po 18.00 oczekiwana jest długa suknia, o czym wiele Pań obecnie zapomina. Materiał, z którego uszyta jest kreacja powinien też być wyjątkowy i szlachetny. Wymagania wobec torebek i butów są takie same, zaś makijaż i perfumy na dzień powininny być lżejsze i stonowane. Zwracam uwagę, że choć w nazewnictwie “black tie” pojawia się określenie koloru, to tzw. “mała czarna” wcale nie jest dobrym rozwiązaniem dla tego stroju formalnego. Poniżej chętnie zwrócę uwagę na kilka szczegółów i zarazem przepraszam, bo na załączonych wszystkich zdjęciach panie mają niewłaściwe obuwie:

  1. Strój w zależności od pory dnia: długa suknia na wieczór, sukienka koktailowa w ciągu dnia, spodnium odpowiedni na obie pory (zwracam uwagę, że spodnie muszą być ozdobne, najlepiej szerokie nogawki)

Suknie wieczorowe:

Podobny obraz

Sukienki koktajlowe:

Wedding Guest Dress 2017 (4)

Wedding Guest Dress 2017 (25)

Spodnium – strój wymagający dużego wyczucia:

Znalezione obrazy dla zapytania evening suit for ladies

I moja ulubiona propozycja z jedwabnej tafty – biała wizytowa bluzka z piękną spódnicą.

 

 

Znalezione obrazy dla zapytania spodnium wieczorowe xxl

2. Torebka

Wyłącznie wieczorowa, co oznacza mała !!! Przepraszam za te wykrzykniki, ale niestety widuję na przyjęciach Panie, które wyglądają jakby wyszły z pracy w biurze na przyjęcie i zapomniały torebki. Suknia wieczorowa i do tego “wór” lub “konduktorka”. Warto mieć nawet jedną, ale uniwersalną małą torebkę. Torebki bez paska lub tzw. kopertówki nosimy wyłącznie w dłoni, nie wkładamy ich pod pachę.

Podobny obraz

3. Obuwie

Zwracam Paniom uwagę, że nogi naprawdę ładnie wyglądają na szpilkach. Wysokość obcasa powinna zależeć od umiejętności chodzenia na nich. Wykluczone są wszelkie platformy i koturny. Baletki wyglądają dobrze tylko w balecie lub w sytuacjach nieformalnych. Podkreślam, że elegancka Pani nie zdejmuje butów podczas przyjęcia i NIE tańczy boso. Obuwie trzeba dobrać tak, aby wytrzymać w nich całe przyjęcie.

I jeszcze delikatna sprawa – pończochy/rajstopy. Nogi powinny być okryte beżowymi lub czarnymi pończochami. Wobec tego sandały są wykluczone jako obuwie dla “black tie”.

Znalezione obrazy dla zapytania buty wieczorowa

4. Makijaż/uczesanie

Na dzień bardziej stonowane i łagodne, wieczór daje większe pole do fantazji. Zawsze zaś precyzyjnie i z pomysłem na uzupełnienie toalety (mam na myśli strój). Włosy uczesane, co oznacza brak nieładu. Potargane włosy odeszły już dawno do lamusa, a w sytuacjach oficjalnych nigdy nie były dobrze widziane. Rozpuszczone włosy raczej są bardziej odpowiednie w ciagu dnia, strój wieczorowy wymaga ich upięcia szczególnie, jeśli przewidziane są tańce (tańce w zaproszeniu zawsze wymagają upinania włosów).

Znalezione obrazy dla zapytania black tie hair

Udanego przyjęcia!

Lady Montemarco

P.S. Tak jak mówiłam świat się zmienia i zasady również. “Black tie” czyli smoking jest właściwie strojem formalnym wieczorowym (czyli noszonym po godz. 18.00). Niestety często widuję panów w smokingach na ślubach w kościołach. To naprawdę nie jest odpowiednie miejsce na taki ubiór. Formalnym strojem dziennym jest żakiet angielski zwany popularnie “jaskółką”. Stonowany zaś w kolorze garnitur będzie zawsze odpowiedni na taką uroczystość. Smoking można założyć już na przyjęcie weselne.

#Netykieta

Na dołączonym obrazku widnieje maksyma idealnie oddająca istotę sprawy: “Używaj zdrowego rozsądku, to ludzie porozumiewają się, a nie komputery”.  W tym zdaniu zawiera się wszystko to, o czym mówimy przy okazji tzw. netykiety. Neologizm “netykieta” jest dla mnie określeniem co najmniej dziwacznym. Takie rozróżnienie nazewnictwa dopuszcza odmienność zachowania w sieci i w życiu realnym. Wyłącza jednorodne standardy etykiety. Zaryzykuję twierdzenie, że dla tych ziejących jadem sieć jest świetnym miejscem na zwerbalizowanie swojej frustracji. Bo tak powiedzieć w cztery oczy coś niepochlebnego jest jednak trudno. Pod płaszczykiem anonimowości można zaś dać upust swoim frustracjom. To na szczęście dotyczy tylko części osób. Prawdziwy problem w mojej ocenie leży gdzieś indziej. W tym słynnym powiedzeniu “Kto z kim przestaje, takim się staje”. I skoro nie możemy zrezygnować z korzystania z interenetu (bo kto może?) to niestety nasiąkamy wzorcami, które w poprzednich latach nie miałyby tak dużej szansy na rozprzestrzenianie się. Oto złe wzorce, w które obecnie “wsiąkamy”:

  1. Sławetne “Witam”na początku wiadomości e-mail/sms. Nie wiem skąd to się wzięło? Bardzo podoba mi się wypowiedź w przedmiocie Pana Michała Rusinka i nie chcę z nią polemizować. Dla mnie jest to wypowiedź Osoby znającej problem i cieszę się, że nie tylko mnie drażni to dziwne “witam” lub jeszcze gorzej “witaj”.
  2. Kolejne sławetne “Pozdrawiam”. W mojej ocenie klasyczna kalka z jęz. angielskiego zapożyczona z korporacji. Nie zapominajmy jednak, że w kręgu kulturowym, gdzie dołącza się do listu “Best regards” istnieje całe spectrum innych pozdrowień i jednak w sytuacjach oficjalnych częściej pojawi się “Kind regards”. Nie rozumiem dlaczego zrezygnowaliśmy z tego uniwersalnego “Z poważaniem”. Nie tylko w korespondencji biznesowej jest to zakończenie wyrażające szacunek. Pozdrawiać można tylko i wyłącznie osoby, które zna się bardzo dobrze lub dłuższy czas.
  3. Przechodzenie z każdym na Ty i rozpoczynanie korespondencji od imienia. Może jest to wychowanie, ale mi zawsze powtarzano, że imion używa się tylko w okresie szkolnym lub wśród dobrych znajomych. Poznaję nowego pana i ten mówi do mnie, np : Janusz. I co dalej, nic! Przecież Janusz ma nazwisko. Dlaczego wstydzi się swojego nazwiska? Czy nie zapłacił rachunków, czy jest poszukiwany listem gończym? Co się stało z ludźmi, że wstydzą się “korzeni”, a na FB publikują zdjęcia nawet z najbardziej intymnych chwil? Czy ta ustawa o ochronie danych osobowych tak wszystkim namieszała w głowie? Przecież intencja była zupełnie inna. Ja śladem Pana Rusinka powiem wprost – dorosły mężczyzna, który przedstawia się mi tylko imieniem, nie jest już przeze mnie traktowany poważnie. Bo po co tracić czas dla osoby, która wstydzi się tego, jak się nazywa? Idąc tym tropem tak samo nie poważam wiadomości, które rozpoczynają się od p. Marzenko. Osoba pisząca do mnie, w życiu mnie nie widziała, a uważa, że warto zdrobnić moje imię. A przecież może ważę 300 kg, jakby to brzmiało w stosunku do tak dużej osoby?
  4.  Hejterstwo (zachowanie tak beznadziejne, że nawet nie warto silić się na polską nazwę). Na ten temat nawet nie chcę się wypowiadać. Hejterstwo to domena ludzi słabych, którzy mają tylko odwagę siać nienawiść w quasi komfortowych warunkach anonimowości. Prawda jest taka, że ani nie są oni anonimowi, ani mający głos publiczny. Ot takie sobie gadanie, które powinno obecnie stanowić nr jeden na liście ostracyzmu.
  5. Godziny kontaktu elektronicznego (email). Temat wydawał mi się nie być ważny, a okazało się, że jest. Nie ma takich godzin, tak jak nie ma właściwych godzin wysyłania listów drogą tradycyjną. Osoba, która kwestionuje czas otrzymania wiadomości e-mail, ma takie same uprawnienia jak osoba otrzymująca list polecony dostarczony przez listonosza. I tak samo osoba wysyłająca e-mail podlega tym samym rygorom terminu dostarczenia, co osoba wysyłająca  list. Zasady te potwierdzają starą, moją ulubioną rzymską sentencję osób dorosłych chcących, aby je tak traktować:

    Volenti non fit iniuria (łac.: “Chcącemu nie dzieje się krzywda”; zasada prawna stwierdzająca, że jeżeli ktoś dobrowolnie wystawił się na szkodę, nie może dochodzić roszczeń z tego tytułu)

  6.  Godziny kontaktu via sms. Dokładnie takie same jak przez telefon. W savoir-vivre towarzyskim 9.00-21.00 z uwzględnieniem przyzwyczajeń osoby, do której dzwonimy (np. do miłośnika piłki nożnej nie dzwonimy w czasie bezpośredniej transmisji Pucharu Europy, itd.); w savoir-vivre biznesowym w czasie godzin pracy przedsiębiorstwa/organizacji. P.S. Namawiam na jawne potępianie firm, które nie szanują naszego czasu prywatnego. Za istne kuriozum uważam ofertę firmy ubezpieczeniowej, która chciała sprzedać mi swój produkt o godz. 15.55 w Wigilię. Brak znajomości savoir-vivre kręgu kulturowego , w którym prowadzi się interesy powinien być negowany. Z całą stanowczością, zawsze i wszędzie!
  7. Producenci tzw. filmików. Co ciekawe nikt nie poddaje w watpliwość, że samo określenie “filmik” ustawia produkcje youtube’owe w bardzo niskiej lidze. Bo samo zdrobnienie nadaje temu przedsięwzięciu charakter niepoważny, wręcz infantylny. O ile nie obrusza mnie takie określenie przy video dotyczącym technik zdobienia paznokci (proszę Panie o wybaczenie, ale to naprawdę nie są sprawy, o których mówi się publicznie), to podczas poruszania ważnych kwestii warto zwrócić uwagę na właściwe nazewnictwo. Korzystanie z nowoczesnych narzędzi powinno wymusić jeszcze większą wrażliwość na efekty pracy, które na zawsze pozostają w sieci.
  8. Forma. Dziwi mnie, że trzeba o tym przekonywać. Każdy z nas chodził do szkoły, wielu obecnie ma tzw. orzeczenie o dysleksji, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za publikacje w sieci bez błędów ortograficznych i stylistycznych. To, czego nie podkreśli “wężyk” w programach, trzeba sprawdzić samemu w słownikach, leksykonach, etc.
  9. Telefon komórkowy Cokolwiek powiem, zostanie wypaczone. Skoro telefon komórkowy stał się immanentą częścią naszego życia apeluję, aby zadawać się tylko z takimi osobami, które mają odwagę, ochotę i chęć, by spotykac się z nami naprawdę, tzn. z wyłączonym telefonem komórkowym. Wibracje też doprowadzają do szału, sic!

Ależ dzisiaj rozpisałam się, ale walczę o lepszy świat!

Lady Montemarco

#Cross-cultural savoir vivre

Wraz z procesem globalizacji i ogromną migracją na świecie pojawił się problem odmienności kulturowych i związanych z tym dylematów w zakresie zasad savoir-vivre. Poruszałam już ten temat przekonując, że skoro zasady dobrego wychowania łączą się nieodmiennie z kręgiem kulturowym, przyjezdni muszą je respektować, a nie narzucać swoje zwyczaje.

Zdarza się jednak sytuacja, gdy w ramach jakiegoś kręgu np. polskie społeczeństwo, tworzy się nowy krag np. muzułmanie osiedlający się na stałe w Polsce. Co w takiej sytuacji? Zasady dobrego wychowania opierają się uniwersalnej “wzajemności”. Wobec tego muzułmanie osiedlający się w Polsce powinni respektować nasze obyczaje i nie narzucać swoich norm. Mogą zaś kultywować swoje zwyczaje i tradycje przebywając w swoim zamkniętym kręgu. Takie określenie granic byłoby optymalne. Tylko czy jest ono możliwe do zrealizowania?

Każde zasady wymagają akceptacji ich przez wszystkie strony. W takiem wariancie mamy sytuację idealną, choć o ile znam życie jednak utopijną. Każdy człowiek jest podmiotem praw i obowiązków, i szczególnie prawa wydają się być obecnie restrykcyjnie egzekwowane.

Sytuacja staje się napięta w wielu społeczeństwach. Do tej pory stawiano zawsze na równość, a przecież różni nas jednak bardzo dużo. A jako dowód na różnice w preferowanym zachowaniu, niech posłuży to ciekawe opracowanie dotyczące prostego zwyczaju picia herbaty wśród poszczególnych narodowości (żródło:NCL Chapter Tea)

 

Global Tea Etiquette from “The Traveler’s Guide to Tea” featured in Travel + Leisure’s MAY 2012 issue.:

Wydaje się więc, że słowa p. Antoniego Słonimskiego nic nie tracą na aktualności, a w sytuacji obcowania z różnymi kulturami, nabierają jeszcze większego znaczenia.

Lady Montemarco

Filiżanka czy kubek?

Odwieczy dylemat – co było pierwsze jajko czy kura, możemy teraz sprowadzić do pytania – w czym pić  herbatę: w kubku, czy w filiżance? Wydaje się, że na proste pytania zawsze są proste odpowiedzi. A ja dodam ze znaną sobie wątpliwością, to zależy.

Wszystko zależy od tego, jakie mamy intencje. Czy chcemy w radykalny sposób zaspokoić pragnienie, czy delektować się? I w pytaniu kryje się odpowiedź. Choć od razu powiem – woda mineralna jest najlepsza do ugaszenia pragnienia. Reszta czyli delektowanie się naparem wybornej herbaty, kawy lub ziół oraz tworzenie relacji międzyludzkich wymaga użycia delikatnej i kruchej porcelany. Najlepiej w formie filiżanki, bo ta ma niewielką pojemność oraz nieodłączny spodek, a to właśnie wydaje się być obecnie atrybutem wyrafinowania.

Proszę wybaczyć dosadność, lecz nie umiem delektować się lurowatą kawą pitą z półlitrowego, jednorazowego, papierowego kubła. I cóż z tego, że szumna nazwa określa ten napar “Americano”. Wiem o tym, że kiedy w dłoniach mam delikatną, kruchą porcelanę nawet “lura” smakuje lepiej.

Najgorszym “wynalazkiem” są termo-kubły. W tym wynalazku już nikt nie pamięta, co pije. Tam chodzi o to, aby przywiązać się do idei picia. Picia na okrągło, picia dużo, picia z jedyną przerwą, przerwą na sen. Marketing znów zwyciężył zdrowy rozsądek.

Sytuacja idealna wygląda więc tak. Piję wodę dla ugaszenia pranienia – nigdy z butelki – zawsze ze szklanki. Zaś herbatę i kawę z pięknej filiżanki. Wiem, że to dla wielu osób niewygodne i niepraktyczne. Ostatnio byłam na eleganckiej sylwestrowej kolacji, gdzie jeden z gości ubrał się w bardzo praktyczną koszulę w kratę. Na szczęście kolacja nie była podana na praktycznych naczyniach jednorazowych. Dlatego też wybiorę się do tej restauracji ponownie, ale tylko pod waunkiem, że będą przyjmować tam “niepraktycznych” gości, którzy znają reguły dress-code.

Lady Montemarco

 

#KodeksHonorowy #Gentleman’sCode

Z radością publikuję dzisiaj krótki i treściwy Kodeks Gentlemana, który został napisany przez mojego kursanta Wakacyjnych Konsulacji Savoir-Vivre. Pracowało nam się świetnie! Młodzieniec 12 lat zapowiada się na chlubę społeczeństwa. Rodzice powinni być z niego dumni. Choć wydaje mi się, że Tata może być najbardziej usatysfakcjonowany. Myślę, że bez wsparcia ojca młody człowiek nie miałby tak precyzyjnego języka.

Michał pozwolił mi podzielić się swoją treściwą pracą. Nie zwracam uwagi na drobne błędy, bo te najłatwiej skorygować. Zaś charakter to jest to magiczne określenie “czym skorupka za młodu nasiąknie(…)”.

Zasady Gentlemana wg Michała:

  1. Szlachetny
  2. Nie poddawać się
  3. Zawsze stawiać się na wezwanie
  4. Kulturalny
  5. Honorowy
  6. Mieć swoje zasady
  7. Być silnym i ćwiczyć swoją siłę
  8. Mądry
  9. Odpowiedzialny

Polecam tę lekturę przede wszystkim Panom. Michał na końcu podpisał swój kodeks z adnotacją “Zobowiązuję się do stosowania”. Czy nie mam powodów do radości jako trener?

Lady Montemarco