#Quote of the day

The most precious legacy that parents can give their children is their own happiness.

Lifehomes Real Estate

Advertisements

Dzień Zakochanych #St.Valentine’s Day

  1. lutego na całym świecie robi się czerwono od serduszek, gorąco od wszechobecnych kiczowatych pluszaków, gwarno od ofert romantycznych kolacji i wieczorów “tête-à-tête”. Święto przez jednych uwielbiane, przez innych traktowane jako źródło dodatkowego przychodu wpisało się bez wątpienia w polski kalendarz.     

Jak to życie potrafi zaskakiwać. Dzień śmierci staje się dniem radości i miłości. Tak, tak, wszak zgodnie z legendą właśnie 14. lutego 269 r. na polecenie cesarza Klaudiusza II Gockiego został stracony biskup Walenty, który wbrew zakazowi zawierania małżeństw przez mężczyzn w wieku od 18 do 37 lat, błogosławił  potajemnie śluby młodych kandydatów do armii. Walenty został za to wtrącony do więzienia, a tam zakochał się w niewidomej córce swojego strażnika, która pod wpływem miłości odzyskała wzrok. Na wieść o tym cesarz rozkazał stracić Walentego. W przeddzień egzekucji Walenty miał napisać list do swojej ukochanej, podpisując go: „Od Twojego Walentego”.

Trudno dzisiaj ocenić, ile w tych podaniach jest prawdy, ale już od czasów średniowiecza możemy mówić o kulcie Św. Walentego. Na terenach niemieckich znany był on jako patron chorych na epilepsję i inne choroby o podłożu nerwowym. Zaś w krajach anglosaskich zaczęto czcić go jako patrona zakochanych. W miejscowości Terni, gdzie znajduje się bazylika i grób Św. Walentego oraz całym regionie Umbria dzień 14. lutego jest oficjalnie dniem wolnym od pracy. Tego dnia do miasteczka przyjeżdżają młode pary, które przy grobie św. Walentego przysięgają, iż do końca roku wezmą ślub.

W Polsce wraz ze zmianami gospodarczymi, zmieniała się też mentalność i przyzwyczajenia. I choć dzisiaj tzw. Walentynki mają pewnie przede wszystkim podłoże konsumpcyjne, takie miłe święto przyjęło się na dobre w naszym społeczeństwie. Kto wie, czy nawet nie wyparło znaczeniem marcowego Dnia Kobiet? Pozostaje jednak zasadnicze pytanie, czy darząc uczuciem drugą osobę powinniśmy czekać z okazaniem jej naszej skłonności, czy wymiany upominków, aż do tego jednego w roku dnia?

 

Co by nie mówić, Walentynki mają się w Polsce bardzo dobrze, choć zadomowiły się w trochę innej formie niż np. w USA i Wielkiej Brytanii. Tam nieodłączną częścią tego święta jest wysłanie słynnej kartki walentynkowej do obiektu naszej miłości. I tutaj chciałabym przestrzec przed dosłownym kopiowaniem zwyczaju anglosaskiego. W naszej kulturze brak jest jednak dobrze pojętego luzu i dystansu. Gest wysłania nawet zabawnej, niezobowiązującej kartki walentynkowej, może być odebrany nie zawsze w taki sposób, jak byśmy sobie tego życzyli. A jeśli dodamy do tego np. przezornego partnera osoby obdarowanej, może dojść do nieprzyjemnej sytuacji. Zatem uczulam, jeśli chcemy wysłać kartkę do Walentynki lub Walentego, bądźmy najpierw pewni, że adresat ucieszy się z tej przesyłki. A jeśli już jest ta pewność, to pozwolę sobie zwrócić uwagę, że do dobrego tonu należy przesłanie pięknej, ale nie monstrualnych rozmiarów kartki. I w tym wypadku mniej znaczy więcej. Proszę nie dać się ponieść fantazji i wysyłać kartek wielkości dużego bloku technicznego. To napewno nie jest w dobrym guście.

O ile jednak wysyłanie kartek walentynkowych nie przyjęło się zbytnio w Polsce, to sądząc po ilości romantycznych ofert spędzenia tej nocy, wydaje się, że to jest polski model obchodów Dnia Zakochanych. Co kto robi za zamkniętymi drzwiami, oczywiście nie interesuje osób dobrze wychowanych. Ale ze zgrozą odnotowuję fakt, że w dniu 14. lutego media społecznościowe wręcz zalewane są zdjęciami zakochanych par, które chwalą się całemu światu, gdzie, z kim, czasem i za ile spędzają Walentynki. O tempora, o mores! Co się stało z pragnieniem intymności i dbałością o kruchość uczuć? Dlaczego ludzie zachowują się tak, jakby cofali się w rozwoju? Po co pokazywać zdjęcia w łóżku, skoro to nasza prywatna strefa? Dlaczego nikt nie myśli o konsekwencjach takich czynów? Czy naprawdę trzeba wszystko wystawiać na sprzedaż? Ilość retorycznych pytań chyba najlepiej oddaje moje wzburzenie w przedmiocie. I w tym miejscu pozwolę sobie na ostre stwierdzenie, że każda z osób mająca dość zdrowego rozsądku nie pozwoli sobie na ujawnianie prywatności online. Tutaj właśnie nie chodzi już o zasady etykiety, tylko zdrowy rozsądek.  

I na koniec prośba będąca też swoistym nawołaniem do zmiany zwyczajów. Jeśli świętujemy w towarzystwie bąbelków to niechaj będzie to szampan. Ten prawdziwy i jedyny w swoim rodzaju. Jeśli na Fiata 126 p nakleimy znaczek Mercedesa, to nie stanie się on natychmiast samochodem luksusowym. Dlaczego więc pijąc gazowane wyroby winiarskie mamy głębokie przekonanie, że raczymy się szampanem? Szampan to szampan i akurat Dzień Zakochanych jest świetną okazją do wypicia kieliszka szlachetnego trunku. W tym wypadku właśnie można przyjąć tę zasadę, że raz do roku robimy coś wyjątkowego. I robimy to naprawdę.

Chyba nikt już z nas nie będzie miał nic przeciwko takiemu dniu Św. Walentego: uroczyście, ale dyskretnie, z gustem, z taktem i butelką dobrego rocznika wina. Niech żyją Zakochani!  

Lady Montemarco

Filiżanka czy kubek?

Odwieczy dylemat – co było pierwsze jajko czy kura, możemy teraz sprowadzić do pytania – w czym pić  herbatę: w kubku, czy w filiżance? Wydaje się, że na proste pytania zawsze są proste odpowiedzi. A ja dodam ze znaną sobie wątpliwością, to zależy.

Wszystko zależy od tego, jakie mamy intencje. Czy chcemy w radykalny sposób zaspokoić pragnienie, czy delektować się? I w pytaniu kryje się odpowiedź. Choć od razu powiem – woda mineralna jest najlepsza do ugaszenia pragnienia. Reszta czyli delektowanie się naparem wybornej herbaty, kawy lub ziół oraz tworzenie relacji międzyludzkich wymaga użycia delikatnej i kruchej porcelany. Najlepiej w formie filiżanki, bo ta ma niewielką pojemność oraz nieodłączny spodek, a to właśnie wydaje się być obecnie atrybutem wyrafinowania.

Proszę wybaczyć dosadność, lecz nie umiem delektować się lurowatą kawą pitą z półlitrowego, jednorazowego, papierowego kubła. I cóż z tego, że szumna nazwa określa ten napar “Americano”. Wiem o tym, że kiedy w dłoniach mam delikatną, kruchą porcelanę nawet “lura” smakuje lepiej.

Najgorszym “wynalazkiem” są termo-kubły. W tym wynalazku już nikt nie pamięta, co pije. Tam chodzi o to, aby przywiązać się do idei picia. Picia na okrągło, picia dużo, picia z jedyną przerwą, przerwą na sen. Marketing znów zwyciężył zdrowy rozsądek.

Sytuacja idealna wygląda więc tak. Piję wodę dla ugaszenia pranienia – nigdy z butelki – zawsze ze szklanki. Zaś herbatę i kawę z pięknej filiżanki. Wiem, że to dla wielu osób niewygodne i niepraktyczne. Ostatnio byłam na eleganckiej sylwestrowej kolacji, gdzie jeden z gości ubrał się w bardzo praktyczną koszulę w kratę. Na szczęście kolacja nie była podana na praktycznych naczyniach jednorazowych. Dlatego też wybiorę się do tej restauracji ponownie, ale tylko pod waunkiem, że będą przyjmować tam “niepraktycznych” gości, którzy znają reguły dress-code.

Lady Montemarco

 

Kim jest współczesny Gentleman?

Pytanie dość pokrętne. Bo czyż można tak zadać pytanie? Właściwie mogłabym jedynie zapytać, czy współczesny gentleman rezygnuje ze skarpetek do garnituru, czy skrapia się wodą nr 1 na liście bestseller’ów, czy w imię osiągnięcia target’u zdradzi najlepszego przyjaciela? Pytania choć wybiórcze precyzyjnie prześwietlają kodeks i zasady gentlemana. Bo prawdziwy gentleman dzieli sprawy na ważne (kodeks gentlemana) i imponderabilia (te nieszczęsne skarpety i wody z listy). A aby dodać jeszcze pikanterii sprawie, wszystko to mieści się w ramach zasad savoir-vivre, zasad które można śmiało uznać za poradnik z grupy “Jak żyć?”.

Postawię tezę, że większość współczesnych problemów i wątpliwości bierze się się z faktu zmiany ich wagi. I tak koncentrujemy się na wzorach skarpet i nutach zapachowych perfum, a zapominamy o honorze i odpowiedzialności. Czy to znaczy, że poddaję w wątpliwość wygląd zewnętrzny? Oczywiście zaprzeczam, ale twierdzę też, że gentleman po prostu wie, jak ubrać się stosownie. A cytując Słownik Języka Polskiego PWN stosowny «taki, który najlepiej pasuje do czegoś, odpowiada czemuś». Zrozumiałym więc jest, że na wycieczkę nie zakłada się smokingu, a do opery nie przychodzi w swetrze. I to jest ten obszar imponderabiliów, które choć mogą wywrzeć wrażenie, w ogólnym obrazie gentlemana są jednak gdzieś obok.

Kodeks honorowy jako zbiór ściśle określonych zasad postępowania honorowego, w szczególności ten znany wg Boziewicza wydaje się być reliktem przeszłości. Bo przecież nikt już się nie pojedynkuje, a sądy i prokuratury przejęły obowiązki wymierzania sprawiedliwości. Ale przecież pozostaje bardzo szerokie pojęcie lojalności, honoru, obrazy czci traktowanych jako ochrona dóbr osobistych. Czy gentleman pozwoli na to, aby ktokolwiek obrażał jego rodzinę, firmę, kraj? Czy gentleman pozwoli na to, aby postępować nieuczciwie wobec jego rodziny, firmy, kraju? Czy gentleman pozwoli, aby im czegoś brakowało?

Wobec tego odpowiem krótko. Nie ma czegoś takiego jak współczesny gentleman. Gentlemanem jest się lub nie bez względu na to w jakiej epoce żyjemy i jakie ubrania nosimy. Przynależność do tej zaszczytnej grupy kształtuje zbiór wyznawanych zasad i sposób postępowania. A właściwe maniery czyli bon-ton i sposób ubierania się to immanentna część życia jak jedzenie, spanie i oddychanie. Koncentrujmy się więc na priorytetach, a nie imponderabiliach.

Lady Montemarco

 

3 czerwca Dzień Savoir-Vivre’u

Ogłaszamy 3 czerwca Dniem Savoir-Vivre’u. Wypowiadamy wojnę bylejakości i postępującej infantylizacji dorosłej części społeczeństwa. Wzywamy do zwarcia szeregów i połączenia sił, aby przywrócić poważanie słowom:

  1. kultura osobista,
  2. takt,
  3. dobre maniery,
  4. szacunek,
  5. honor,
  6. mądrość,
  7. dobrze pojęta odwaga,
  8. uprzejmość,
  9. życzliwość,
  10. patriotyzm,
  11. odpowiedzialność,
  12. empatia,
  13. uczciwość,
  14.  itd.

Czy przyłączacie się do nas?

Lady Montemarco

Punktualność

Troszkę historii za http://www.poczciarz.home.pl

Skąd wziął się kwadrans akademicki?
Przynajmniej przez kilkaset lat pobłażliwość dla spóźnialskich żaków była po prostu konieczna.
Pierwsze uniwersytety zakładano już w XI wieku. Gdy żyje się bez zegarka – dopiero w XVI wieku, wykorzystując mechanizm koła zębatego, niemiecki ślusarz Peter Henlein zbudował zegarek kieszonkowy – a o upływie czasu informują kościelne dzwony, nawet najbardziej pilni studenci nie mają szans, by przyjść na zajęcia punktualnie. Na szczęście miasta uniwersyteckie bardzo długo były dość małe (jak Kraków mieszczący się w obrębie Plant). Dlatego słysząc,że wybija godzina wykładu, studenci dobiegali nań z niewielkim spóźnieniem. Tak zrodziła się idea kwadransa akademickiego. Dziś to już tylko maniera. Bo skoro licealista jest w stanie być w szkole na czas, to czemu student nie?

W świetle powyższego wyjaśnienia zrozumiałym jest, że w uzasadnionych okolicznościach czas spotkania może być płynny. Sytuacja taka ma np. miejsce, kiedy jesteśmy zaproszeni w pewnym przedziale czasu, tj. powiedzmy między 17.00-17.30. Gospodarz daje jasno do zrozumienia, że będzie przygotowany już od 17.00, ale czeka na zebranie się gości do godz. 17.30. Każda inna sytacja niepunktualności jest dużym nietaktem. Uważa się, że np. kobieta powinna spóźnić się na spotkanie minimum 15 min. W mojej opinii to nie jest powinność, tylko manipulacja i ja osobiście przestrzegam wszystkie panny z naszych kursów dla debiutantek przed takim zachowaniem. Słynny kwadrans akademicki to zwykły anachronizm i w obecnych czasach po prostu brak szacunku. Zaskakującym jest fakt, że sfera biznesowa zupełnie nie dopuszcza żadnych kwadransów, “pięciominutówek”, czy tym podobnych. Szczególnie w krajach kultury protestanckiej można pożegnać się z kontraktem, jeśli nie jest się na czas. Na czas oznacza: ani przed czasem, ani po czasie. Podczas spotkań towarzyskich umówiona godzina też czemuś służy. Pani domu może mieć przygotowaną potrawę, która wymaga dokładności czasu serwowania.

Myślę, że puntualność to taka cecha, która zawsze bezlitośnie obnaża istotę charakteru danej osoby. Ja zawsze stawiam na bycie punktualną i tego też wymagam od innych.

Lady Montemarco

 

 

Czym skorupka za młodu nasiąknie.

W życiu większości nastolatków przychodzi okres buntu i czasem odrzucenia ideałów oraz zasad wpajanych w domu rodzinnym. Jeśli jednak są to wartości ponadczasowe, wartości którym hołduje życie wg filozofii savoir vivre, ukształtowany człowiek wraca do nich. Stąd tak ważne jest, aby to rodzice pokazywali swoimi czynami, jak należy żyć. Człowiek obyty i kulturalny musi mieć wiedzę, wiedzę nie tylko tę szkolną z podręczników. Kto wie, czy umiejętność życia w społeczeństwie nie jest ważniejsza niż kolejna reguła czy definicja. W Akademii Montemarco poszukujemy cały czas nowych rozwiązań edukacyjnych, które będą stanowić dobrą konkurencję dla bezkonkurencyjnych gier komputerowych. Tym razem chcemy zabrać dzieci na spacery po Warszawie i podczas tych wędrówek poruszać zagadnienia kindersztuby oraz przybliżać ciekawostki historyczne. Zapraszamy na trzy nowe kursy połączone ze zwiedzaniem Warszawy:

  1. “Elegancja-Francja po warszawsku”
  2. “Maniery małych warszawiaków”
  3. “Pan z laseczką, student z teczką czyli jak się nosili dawni warszawiacy”

Otwartość na otaczający nas świat, ciekawość życia, chęć doskonalenia się to cechy współczesnego człowieka, który pragnie być uznawany za osobę żyjącą wg zasad savoir vivre. Taka postawa kształtuje się od najmłodszych lat.

Lady Montemarco